PRZESTĘPSTWA

by Bipolar Bears

/
  • Streaming + Download

    Includes high-quality download in MP3, FLAC and more. Paying supporters also get unlimited streaming via the free Bandcamp app.

      name your price

     

  • Full Digital Discography

    Get all 4 Bipolar Bears releases available on Bandcamp and save 40%.

    Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality downloads of 3.5, Sparrow's Winter (Live in Leads), 'Aina Makua, and PRZESTĘPSTWA. , and , .

      8.10 PLN or more (40% OFF)

     

1.
2.
04:02
3.
04:16
4.
05:28
5.
05:20
6.
05:13
7.
04:54
8.
9.
04:20
10.
11.
05:30
12.

credits

released April 9, 2011

bipolar bears
"przestępstwa"

2011, antena krzyku / opensources

bipolarbears.pl
contact@bipolarbears.pl

muzyka na tej płycie została w całości skomponowana, wykonana i wyprodukowana przez bipolar bears w składzie: szymon [d'] danis, kuba mitoraj, grześ posłuszny, maciek [hedejk] zakrzewski.
teksty: szymon danis, oprócz 1, 3, 8 - szymon danis i kuba mitoraj oraz 10 - kuba mitoraj.

projekt okładki: Iza Cichońska
zdjęcie: Borys Nieśpielak
studio: AMQ (www.amq.pl)
na zdjęciu: Marek Maciąg (thx!)

tags

license

all rights reserved

about

Bipolar Bears Wrocław, Poland

contact / help

Contact Bipolar Bears

Streaming and
Download help

Redeem code

Track Name: Papier, ość i regulacja wysokości
nie umiem ciszej kiedy chcę być wyżej, myśleć o niczym i pisać o życiu, szukać dobra między tobą a mną, między bogiem a prawdą chciałbym uciec stąd. jesteś ciepła i czasem rozumiesz. nadajesz sensu rzece absurdu aby wkrótce potem wrzucić mnie do niej, wskoczyć za mną i ze mną tonąć. zasłonisz piersią mnie gdy poddam się i spadnę wgłąb ciebie. może obronisz mnie przed tobą, może pożresz mnie. zasłonię się jak zwierzę bym nie śmiał ością w gardle. nie uschnę, nie spadnę, nie spłonę w papierze. zasłonię się w tobie jak zwierzę, zedrę papier, w którym leżę, bym nie śmiał ością co tkwi w gardle, nie uschnę, nie spadnę, nie spłonę.
Track Name: Szybstep
przebrany za siebie oświecam, wyświetlam ciebie na ekran swych oczu a potem się martwię, że wiesz to, sądzę, że widzisz bo pękam z miłości schowanej pod kocem. bez względu na wszystko, przez moment miałem cię tak blisko. zagięta nierzeczywistość przegrała z pragnieniem by dać władzę myślom.
Track Name: Mów do mnie
już nie pytam, jest już dobrze, zapomniałem o ryzyku. już nie pytam, już nie wątpię, zrozumiałem, nie zamykam drzwi. mów do mnie bo każde słowo twoje sprawia mi radość. nic nie jest złe gdy ubrana w nagość odnajdujesz siebie. sprawdzam czas i wiek wszechświata staje się bliższy. zjadam nas i staram się widzieć tylko przyszłość. pozbawiam się słów by wyrazić snów moich wymiar. czuję znów jak tyka zegar, który długo nie tykał. oczy przymykam by przetkać uszy, zatykam uszy by dotyk wzruszyć. już nie pytam. nie zamykam drzwi.
Track Name: Stop
w dwóch punktach na ciele zaszczepiłem niepokój swój. rozsądek jest tylko twój. powodów do głodu jest wiele. pożeram choć chciałbym przestać nachalnym wzrokiem zakłócać spokój. stop. znowu zaszczepiam niepokój. na więcej rozsądku mnie nie stać.
Track Name: Bowiem
przestrzeń dźwięku kurczy się z czasem. czasem spadam w głębię basu, a zatem, bywam sobą w hałasie. chaos pieści relatywizm masy, a mieści się w całości w mojej głowie i w sercu od czasu do czasu. bywam sobą w nas i bywam bez ciebie, z przymusu gdy czas ma marne znaczenie. bywam z tobą szczęśliwy jak dziecko i bywam w udawaniu szczęśliwy zmęczeniem. bo wiem, że ty o niczym nie wiesz i jesteś sobą dla siebie. patrząc na ciebie cieszę się czasem. nie będę miał dla ciebie dzisiaj czasu a potem, być może sobie wybaczę. bywam sobie sam i przeciwko sobie powietrzem, gdy nie chcę polegać na tobie. bo wiem, że ty o niczym nie wiesz i jesteś sobą dla siebie.
Track Name: Pech
cóż za głupi pomysł, na tle sprawdzonych pomysłów, tak bezczelnie wychodzić poza ramy umysłu i robić tylko to, czego dusza zapragnie, podejmować decyzje bez chwili namysłu. tak, dla siebie to zrobiłem. sobie zadedykowałem wszystko. dostałem wolność i nie sądziłem, że wena jest podłą oszustką. pytanie o tożsamość pada zbyt bezczelnie, wiesz to. nie ma zwrotu kosztów moralnej rozpusty bycia sobą tutaj. zatem zjesz to. będziesz łykał opinie, oceny, sugestie, aż wreszcie sobie już przestaniesz ufać. bo nie, kurwa, nie mów tak, tak się nie robi, nie śpiewa się o tym, o tamtym nie mówi, nie będziesz, mi tutaj rozsiewał chaosu swoich bezbożnych pomysłów. sztuka nie będzie przedmiotem wygłupów takich jak ty samozwańczych artystów, zostaw to nam, my ją zerżniemy lepiej niż tobie się śniło, synku. pech... muza mi na ramionach zdechła.
Track Name: 13,7
wrogowie zmian piszą palcem po wodzie apel do resztki zdrowego rozsądku w tobie. nie zatracaj się, stąpaj po ziemi, zdezynfekuj naiwną wiarę w sobie i sabotuj prostotę szczęścia wpisaną w projekcję, w której narkotyk to my. uratuj swoje kamienne nawyki, koniecznie przestań próbować, nie próbuj pokochać całości, zrozumieć choć części, spakować miłości i wysłać wprost do uszu, wyszeptać coś, co niekoniecznie ma sens, byle tylko poczuć ciepło w brzuchu to, które istnieje tylko w modelu ty plus ja. trwa to przecież odkąd istnieje wszechświat. ogarnij, poczuj, przełknij, dotknij, zobacz, jakieś trzynaście przecinek siedem miliardów lat. jakieś trzynaście koma siedem miliardów lat. jak to jest, że nie możesz zasnąć bez ręki na jej brzuchu gdy światła gasną i jesteście tak blisko siebie nawet kiedy dzielą was setki kilometrów i jesteś pewien, że nagle wszystko ma sens?
Track Name: Milczysz wreszcie
wkładam swoje myśli w kontekst, który jest dla ciebie obcy. cieszyłby cię bystry podtekst, cieszyłby cię dowcip. wkładam twoje mięso w worek i wysyłam w nicość. piękny niebyt i doktorat z zastosowań słowa "przyszłość". miasto nie chce się palić, a tobie ktoś kradnie sny. ściany nie chcą się walić, a tobie chciałbym zamknąć drzwi przed nosem, pod którym mruczysz coś tam, lennon, coś tam, coltrane jak żywy... wolałem was na pierwszej płycie, byliście prawdziwi. niszczę w mieście twoje mury formą, treścią. milczysz wreszcie, a ja mówię, tłumy wrzeszczą. listy w ustach: "zjedz mnie, zjedz mnie!", lecz ciało się nie mieści. spać mi się nie chce, a ty milczysz wreszcie. przed nosem, przed chwilą znów zdanie skreślasz. słuch niby zaginął o dobrych dźwiękach. zasłuchał się głucho, zasłonił się drzwiami, gdy będziemy sami, powiesz mi na ucho, że nie patrzę w lustro i wtedy się dowiem, że nie patrzę w lustro.
Track Name: Idź już
od wczoraj rośniesz we mnie i ciągle jeszcze nie wiem, co zrobisz do jutra z moim obrazem siebie. sprzeciw jest kruchy i pusty w środku, ma twarz noworodka, bezbronną i słodką. dla siebie to zrobię, starzec musi odejść. umysł prosi o punkt zaczepienia abym zmienił się ja, skoro świat się nie zmienia. podpowiesz mi coś? może mam siebie dość? może nie znoszę siebie a uwielbiam twój głos? od wczoraj rośnie we mnie i ciągle jeszcze nie wiem, co zrobi do jutra z moim obrazem siebie. starzec nie radzi sobie i będzie musiał odejść, lecz kto mu o tym powie, bo ja się boję.
Track Name: Prawidłowości
zupełnie sam, w otoczeniu swoim, widzę tylko swój domysł. do myśli lgnę, trzymam je bo wiem, że mnie nie stracą, jak ty, gdy spojrzeniem, wtrącisz mnie w wyobrażenie, o tym, kim powinienem być. być wziętym w garść, miło, lecz chyba wolę spaść, a wcześniej pożyć chwilą, w której się nie mylę, zanim głowę mi umyjesz z piasku, co w zębach zgrzyta tobie, bo mojej głowie pasuje stan nieumycia. wciąż mnie układasz, cześć nie pasuje, część się nie zgadza, jak chirurg wycinasz nierówności ciała. już jestem płaski, a ciągle coś nie działa. nie poddam się obróbce, obrazu w twojej główce - wypali się, bo krąży jak ćma przy żarówce.
Track Name: Tukutakuh
przyśpieszone natchnienie to wolne żarty. odklejony od ciebie i głęboko ukryty szukam cię. nikt nie lubi przegrywać w otwarte karty. przetasowanym pragnieniem zapisuję zeszyty, pocieszam się. wraz z ukrytą treścią odeszły fakty. zapominasz częściej. rezygnujesz z walki. wybierasz sen. między tobą a śmiercią wyrosły chwasty. oplatają mi ręce, związują nadgarstki, gubię swój cień. pomyliłem się myśląc, że jestem ponad tym. nikt nie lubi przegrywać w otwarte karty.
Track Name: Umrzeć z pomysłem
ktoś dzisiaj postanowił umrzeć z pomysłem, a my w tym widzimy piękno. roznieś mnie w pył kochanie, pieść mnie ciężką ręką. gdy kończę krwią w twoich ustach, kiedy ból jest jasny jak słońce, pozbaw mnie oczu i duś, dopóki widzowie nie skończą. dobrze jest gdy ktoś cierpi za szybą - uosobienie entropii rozrywką